Obserwuję moje lęki

Albo nie mam czasu, albo mi się nie chce, bo padam na nos, żeby tu coś pisać.
Akurat się odezwał kumpel, ten który był na reha, sam się tam wpisał, bo miał myśli samobójcze. To jednak rozstanie z dziewczyną go tak ugryzło, że się tam wpisał.
Facet nie jest głupi, wręcz przeciwnie, ale wiadomo, jak emocje dochodzą do głosu, to człowiek głupieje.

Ja dalej sobie ćwiczę na paletkach, niektóre rzeczy lepiej mi wychodzą. Czasami przegrywam, bo gram ćwicząc po prostu pewne rzeczy. A czasami dlatego, że przeciwnik jest lepszy :P

Blondi jest na robotach, nawet miło było jak się ostatni raz spotkaliśmy, piliśmy kawę u niej w domu, dosyć długo.

Walczę z moimi lękami. Lodówki jeszcze nie kupiłem, bo się nie umiem zdecydować, a starą trochę naprawiłem. Obserwuję moje lęki, co się dzieje, gdy się zbliżają, jak mną kierują. To w sumie interesujące. Wiem, że mną kierują, udaje mi się czasami lepiej wyłapać moment, gdy się to zaczyna. To czasami, jak jazda na desce, z góry, czy na fali. Jak się już na niej jest, to trudno się zatrzymać. Jak mnie lęk już złapie, to trudno wyjść z niego. Zanim mnie nie złapie, to mogę jeszcze kombinować.
Myślenie o oddychaniu najczęściej pomaga.

Lodówka

Muszę kupić lodówkę, bo ta którą mam wyrabia tylko 12C, trudno powiedzieć, czy to 12C zimna, czy ciepła, ale w każdym razie zauważyłem to po tym, jak mi dwa razy pod rząd dosyć szybko mleko skisło. Lepszą lodówkę oddałem za darmo, ale ta jest wbudowana, w szafkę, więc nie dało się wymienić.
Jak zwykle w takich przypadkach mam ciężki problem. Jaką by tu kupić, ile ma kosztować. Zastanawiam się oglądam różne, na internecie, ale nawet poszedłem do sklepu, zobaczyć. To już sukces, pójść i zobaczyć jak wygląda coś, co chcę kupić, na żywo.
Na koniec, to znaczy dzisiaj, doszedłem do wniosku, że nie ma co cudować, trzeba kupić jedną z tych, które mi się spodobały, idealna nie będzie, najtańsza też nie, ale inaczej, to bym się dał za bardzo zwariować.

Przy okazji obserwuję moje lęki. Doszedłem do wniosku, że warto to robić. To może trochę jak z jadzą na nartach, czy dla mnie surfowaniem. Gdy widzę, że idzie jakaś większa fala, to albo mogę się próbować wycofać, żeby w nią nie wpaść. Inny wariant, przynajmniej na surfowaniu, to po prostu szybciej machać rękami, żeby nabrać prędkości i móc jakoś wstać, by coś pokierować. Bierność do niczego nie prowadzi.
Podobnie z lękami. Gdy czuję lekki podmuch lęku to mogą próbować coś z tym robić, obserwować co się dzieje, jak reaguje on na różne rzeczy które robię, choćby oddychanie. Gdy mnie on już złapie, niepostrzeżenie, to wtedy jest trudniej, choćby dlatego, że moje myśli się gubią, trudniej mi się skupić, bo jakaś część mojej głowy po prostu chce, żebym uciekł.

Emocje i logika, po raz któryś.

Praca, po pracy przeważnie paletki, albo ścianka, pomiędzy siedzenie na internecie, czytanie wiadomości i oglądanie głupot. To w sumie prostsze, niż nie robienie niczego, to znaczy, próby robienia czegoś, gdy lęki duszą.
W pracy nawet jakoś da się wytrzymać. Wczoraj było za to ciekawiej, w domu, bo oddawałem lodówkę za darmo, bo mam jeszcze jedną.
Zabierałem się za to ogłoszenie, ale wziąłem wreszcie. Może dlatego, że Blondi, kumpelka, potrafiła w ciągu paru godzin wyczyścić swoją motorynkę i wrzucić ją w internet. Ja bym pewnie tygodni na to potrzebował.
W każdym razie, to wrzuciłem, prawie, że zapomniałem. Jak godzinie czy dwóch spojrzałem, to zgłosiło się chyba z 8 osób. Jedna z nich miała wpaść za godzinę.
To było w sumie zabawne, obserwowanie, jak się moja głowa niepokoi, moje emocje. Siedziałem sobie na fotelu przy biurku, chyba jedynym wygodnym krześle w całym domu i czekałem. Nawet już buty założyłem. Czułem drobniutkie igiełki na skórze. Niepokój. Nie przejmowałem się tym za bardzo, bo to znam. Po prostu się zastanawiałem jak to się dzieje, że czuję taki niepokój. Logika mówiła — po prostu oddajesz komuś lodówkę.
Emocje za to pokazywały mi, że nie wiadomo, co może się stać. Może ktoś da mi w łeb, bo lodówka w piwnicy, może ktoś jej nie będzie chciał. Wiedziałem, że to w miarę irracjonalne, bo nie ma się czym przejmować, ale emocje były. I tyle.

Teraz nie siedział bym w domu, był na sporcie, ale coś mnie zaczęło rano boleć, z lewej dolnej części pleców. Coś się chyba za bardzo ponaciągałem, w saunie, pierwszy raz chyba od roku. Zobaczymy jak jutro będzie.

Tendencje, czy może raczej myśli samobójcze.

Kumpel mi wczoraj napisał, że jest w nastroju samobójczym, czyli „suicidal”, bo pisał po angielskiemu. Ma zamiar iść do psychiatryka, czy coś w tym rodzaju, na miesiąc. Już był kiedyś, z rok temu.
Coś tam sobie popisaliśmy, choć niewiele, na koniec mu napisałem, że nie ma tendencji samobójczych, ale ma myśli samobójcze. Może to niewielka różnica, ale „tendencje samobójcze”, to coś, co ma się jakoś w głowie, jakoś to człowieka ogarnia.
Myśli samobójcze, to po prostu myśli, skądś się biorą. U niego bierze się to po części z problemów ze związkiem, bo chyba się rozstał z dziewczyną, czy coś, dokładnie nie napisał. W każdym razie kłopoty. Więc normalka, reaguje tak, jak niektórzy reagują, tacy z trudną przeszłością.

Ja codziennie do roboty, potem często paletki wieczorem, choć wczoraj mi się nie chciało. Teraz też idę znowu zaraz, choć mi się nie chce, chcę się trochę odreagować, bo w nocy coś się budziłem, tym razem nie przez sąsiada.

Spam się coś przyczepił do mojego bloga i wpisuje się w stare notki. Jakby był cwańszy, to by się wpisywał w nowsze, starych to nawet ja nie czytam :P

Oddychanie. Bywa, że po prostu jestem niespokojny i tyle.

Wszystkim, szczęśliwego Nowego Roku 2017 (chińskiego) :D

Byłem się powspinać, z Blondi. W tym momencie ona wspina się lepiej ode mnie, bo ja miałem przerwę dwuletnią. Za dużo ona się nie wspinała ostatnio, ale ma dobrą technikę. Ano, ja próbuję się dorobić jakiejś techniki w paletkach. Ostatnio mnie ktoś pochwalił, że płynnie się poruszam i ładnie wygląda jak gram. O to mi w sumie, po części chodzi. Po części. Nie zależy mi czasami za bardzo na wygrywaniu, bo trenuję sobie pewne rzeczy i używam ich czasami bez sensu, po prostu, by je ćwiczyć.
Ale, chodziło mi o technikę, tyle, że mi się temat zmienił.
Gdy jestem na ściance i widzę jakieś ładne dziewczyny, to jest mi miło. Kiedyś robiło mi się dziwnie, może smutno, tak, jakbym wpadał w przepaść, taką czarną.
Teraz, jakoś się to nie dzieje.Po części może też dlatego, że nauczyłem się myśleć o oddychaniu, gdy jakieś emocje mnie chcą zalać, czy to stres, czy smutek, czy coś tam.
– Oddychaj głęboko — mówię sobie.

No właśnie, oddychanie, to głębokie, uspakaja mnie. ćwiczę to codziennie, medytując trochę rano. Jak zwał, tak zwał. W każdym razie łatwiej jest mi wrócić do tego stanu spokoju, przynajmniej czasami. Bywa, że po prostu jestem niespokojny i tyle.

Zimny wiatr

Na śniadanie czekolada, czy jakieś inne słodkości, na kolację akurat też, to znaczy, po kolacji. Niedziela. Kiedyś nie lubiłem niedziel, bo musiałem być w domu. Dzisiaj nigdzie nie wychodziłem, nie licząc krótkiego spaceru wieczornymi uliczkami. Chciałem iść może do kafejki, napić się cappuccino, ale uznałem, że to jednak słaby pomysł, o 6 wieczorem.

Myślę, że nieźle tu przytyłem, przez te pierwsze 3 tygodnie, od kiedy tu jestem. Inny styl życia, siedzenie na tyłku w pracy, jedzenie ze stresu, bo mnie lęki gonią i trochę mniej sportu, tym bardziej, że mi zaczęły mięśnie nóg siadać.
Wczoraj byłem się powspinać, z Blondi i K. Blondi nie jest naprawdę blondi, bo chyba farbowana, z tego co pamiętam. W dodatku ma doktorat, więc nie pasuje do obrazka.

Dostałem zdjęcie od kumpla. Pusty kort na którym przez rok co tydzień trenowałem.
– Brakuje nam Ciebie — piszą mi, albo — Kort bez Ciebie jest pusty.
Ktoś inny pyta – Jak jest w domu? — Dodając zaraz – Jesteś w Polsce, czy w Niemczech?
Co to jest „dom”? Gdzie on jest? Pewnie gdybym miał jaką dziewczynę, czy coś, to może łatwiej by to było zdefiniować, a tak, to jem na kolację ciemną czekoladą z orzechami i wycieram okruszki o spodnie, albo polara, żeby nie pobrudzić klawiatury,

Dzisiaj nie zrobiłem prawie, że nic. Głównie to spałem, albo czytałem opowiadania SF, ze starych magazynów, które nadeszły, gdy mnie nie było.
- Po prostu sobie jestem — mówię sobie, tak, czy coś w tym stylu.
Codziennie walczę z lękami. Takie życie. Denerwuje mnie, że mam grube uda i gruby brzuch, choć inni uważają, że nie jestem gruby. Jem czekoladę z orzechami i narzekam, że tyję. Dlatego myślę sobie, że ludzie z alkoholem mają gorzej, czy tacy z papierosami, gdy chcą przestać. Albo ja z moimi lękami, tyle, że wiem, że mam lęki, wiem, czym one są.
Czasami czuję smutek, jak wczoraj po ściance, gdy powiedziałem na pożegnanie „cześć” do Blondi. A może był jakiś inny powód. Tyle, że emocje przychodzą i odchodzą, wiem o tym.
Myślałem sobie trochę o narkotyku-B (NB). Nie mam ochoty się do niej odzywać, bo po co się kopać z koniem, ale jest ona na pewno seksy, w moich wspomnieniach. Łatwiej jest wyrwać się u uzależnienia, gdy człowiek nie daje sobie w żyłę, czy gardło, czy jak tam się ludzie odurzają. Czasami jest to dawka dopaminy, bezpośrednio do mózgu, gdy człowiek sobie o kimś pomyśli. Zakochanie i rozstanie.
- Od kiedy odszedłeś, straciłam radość życia. Zimny wiatr przecina moją twarz, jak nóż.
Przynajmniej tyle rozumiem z jednej z moich ulubionych piosenek.
Trzeba iść spać, jutro do roboty. Łatwiej się pracuje, niż siedzi w gorące poranki, próbując nie uciekać, przed gorącą klawiaturą komputera.
Tu ptaki nie drą się rano, tylko sąsiad wieczorem, czy nocą hałasuje.
- Po prostu robić swoje – mówię sobie. – Emocje przychodzą i odchodzą.

Lęki to lęki i tyle

Coś mi się tu ostatnio nie chce pisać, a może nie mam czasu, bo biegam między pracą, sportem a zmęczeniem. Wczoraj nie byłem na paletkach, bo mi się nie chciało, byłem zmęczony i coś mnie przeziębienie łapało. To jednak spory skok chyba, dla organizmu, od temperatur koło 34C, albo więcej, do jeżdżenia na rowerze przy -2C, czasami mniej, czasami więcej.

W każdym razie, to w pracy, wśród ludzi też czuję lęki. Tak mi się skojarzyło, bo ktoś mi napisał, żebym więcej był wśród ludzi, to by mi to może pomogło.
Myślę, że w pewnym sensie łatwiej mi się obchodzić z pewnymi rzeczami. Po części pomaga może trochę poranna krótka medytacja, z drugiej strony, to nabrałem jakby dystansu do pewnych rzeczy. Poza tym, to praca nad lękami spowodowała, że znam je lepiej. Nie są one czymś przyjemnym, ale nie są też czymś tak nieznanym.
Nadal pracuję nad tym, jak się z nimi obchodzić, używając na przykład świadomego, powolnego, głębokiego oddechu. Teraz traktuję lęki jako coś, co jest, nad czym pracuję. I tyle.

Obserwacje lęków, ciąg dalszy.

No i jakoś to idzie. Pracuję, uprawiam ekscesywnie sport, znaczy się, paletki. Mam jakieś pajączki w oczach, to może od kawy, której za dużo piję. Mają tu automat, z dosyć dobrymi kawami, więc piję tego sporo.

Zauważyłem, że moje podejście do lęków trochę się zmieniło. Być może, że przyczyniła się też do tego praca nad nimi. Staram się nie zapominać, żeby głęboko oddychać, gdy jestem zestresowany. Oczywiście, nie zawsze mi to wychodzi. Czasami zrobię, czy palnę coś głupiego, choć ostatnio udało mi się załatwić parę rzeczy, przez telefon nawet.
– Ch.j z tym — myślę sobie, gdy mnie coś stresuje, to co mam zrobić.
– Co się tym k..a tak przejmujesz.

Czasami siedzę w kafejce i jem obiad czując niepokój. Wiem, że jest on raczej bezobiektowy, bo nic mi tu nie zagraża. To po prostu wyuczona reakcja, jak u komandosa, czy jakiegoś oszołoma. Jestem przygotowany na atak, to znaczy, jakaś część mojego mózgu.
Dzisiaj byłem w stołówce studenckiej i tego nie miałem. No właśnie, dlatego się to ciekawie obserwuje.

Dzisiaj jechałem na rowerze po poprzez rozpuszczający się śnieg. To dobre ćwiczenie na koncentrację, choć najgorzej było tam gdzie mieszkam, bo to koło wielkiego parku, więc trochę chłodniej.

Czasami, to nawet lubię samego siebie

Siedzę w klubie sportowym, trochę mnie ramię boli, ale to nic nowego. Ciągle przegrywam z jednym, ale wiem, że to też przez to, że słabo gram. Staram się tym nie przejmować, co mi się nawet w miarę udaje. Dzisiaj rano, jak się obudziłem, leżąc w łóżku, to pomyślałem, że zmieniło się moje podejście do pewnych spraw. Może też do mnie samego. Poprzez ten czas, gdy staram się o kontakt z wewnętrznym dzieckiem, a są to już powoli lata, jakoś chyba polubiłem sam siebie. To znaczy, moje wewnętrzne dziecko, jedno, czy parę, bo nie jest ono jedno, w jednym wieku.
– Jak możesz siebie lubić — przychodzi mi od razu do głowy, gdy coś takiego jak to powyżej piszę.
W sumie, to mógłbym nie lubić siebie, takiego jaki jestem, co czasami robię, ale trudno mi nie lubić wewnętrznych dzieci. One są jakie są. Nie miały łatwego życia, więc trudno mi się na nie gniewać, czy złościć.

W każdym razie, jak mi na paletkach coś nie wychodzi, to po prostu staram się to brać na luzie, nie denerwować się, jak coś nie wychodzi, po prostu robić swoje. Starać się analizować to, co jest nie tak, a nie stresować się.

Nawet się powoli zaczynam trochę lepiej wysypiać, choć ciągle się w nocy budzę.
- Nie stresuj się, ale rób swoje — to moje hasło.
Nadal mam moją listę, todo, ona mi pomaga, bo staram się niektóre rzeczy z niej robić, nie jest tak, że mam zupełną pustkę w ciągu dnia, taką, która mnie chce połknąć.

Problemy, ich relatywność.

Budzę się w nocy. nie wiem, czy to przez tego poje..nego sąsiada z góry, czy może przez 3 kawy z automatu, które wypiłem wczoraj. W każdym razie, to teraz jest 9 wieczorem, a ja chyba idę spać, może się wreszcie wyśpię.
W robocie jakoś da się wytrzymać z lękami, w domu chyba też. Nawet potrafię sobie zaplanować, że niektóre rzeczy zrobię i potem je robię.

Wczoraj grałem z jakimś pod koniec sesji dla hobbistów. Przegrałem. Byłe bardzo nerwowy, nawet nie wiem dlaczego. Potem o mało co nie przegrałem gry z jakimś innym. Boję się przegranych, myślę sobie. Wracałem na rowerze, kropiło trochę, czułem smutek, ściskający mnie za gardło i może też trochę za przeponę.
Smuciłem się, że przegrałem tą grę, a w gruncie rzeczy, to jak zwykle, chodziło mi o to, że po co tak trenuję, jak potem robię się nerwowy i przegrywam.
– Nie ma sensu być smutnym — pomyślałem sobie i starałem się skupić na tym, żeby nie być smutny.
No właśnie, muszę zmienić podejście. Fakt, wczoraj byłem zmęczony. Smutny, dlatego, że jak przegrywam, to wydaje mi się, że całe moje życie jest takie, przegrana gra.
– Co się przejmujesz — mówię sobie — jeszcze dostaniesz raka i będziesz się śmiał z problemów, które miałeś.

Słucham sobie muzyki w tle, to miłe.

Nie wiem, czy pisałem, ale na sylwestra byłem u znajomych, byłem ja i 3 dziewczyny. Muszę powiedzieć, że było miło i super jedzenie, bo jedna z nich, z Tajlandii naprawdę świetnie gotowała, moim zdaniem i zdaniem wszystkich, którzy tam jedli.