Jest jak jest

Stwierdziłem, że nie mam przyjaciół, tu w okolicy. Są raczej porozrzucani po całym świecie, po paru kontynentach nawet. To znaczy, tych przyjaciół których mam tutaj raczej ostatnio nie odwiedzam. To może dlatego, że mieszkają dosyć daleko, a ja nie mam samochodu, a może dlatego, że chcę mieć święty spokój? Ciekawe, czy mam więcej balansu w moich myślach, nie miotam się tak. Trudno mi to samemu ocenić.

Dowiedziałem się, że zarabiam dużo mniej, niż niektórzy inni tu w pracy. Nie zarabiam źle, ale małpka w głowie zawsze chce większego banana, gdy widzi go u innej.

Poranna medytacja niewątpliwe mi pomaga. Siedzę sobie na łóżku, czasami półleżę, raczej to ostatnie i po prostu kontroluję swój oddech. To taki start w nowy dzień. Za oknem budzi się nowy dzień, a ja przez jakiś moment oddalam się od wszystkich problemów mojego świata. Istnieje podobno od groma miliardów galaktyk we wszechświecie, więc, czym się tak przejmować. To też kwestia perspektywy. Coś w mojej głowie mówi „dziewczyna, rodzina, pieniądze”, a coś innego „olej, żyj jak potrafisz”.

Obserwuję codziennie moje lęki, gdy pojawiają się w postaci niepokoju, czy uczucia napięcia, czy lekkiego wrażenie, że się duszę.
Za to wczoraj był dosyć fajny trening, choć przegrałem z jednym. Nie wpadłem w rozpacz, tylko starałem się potem zanalizować, co mógłbym zrobić lepiej. Jest jak jest.

Znikające smsy

No i życie toczy się dalej. NB (narkotyk-B) odpisała mi dzisiaj, MMS-em, bo SMSy od niej nie dochodzą. Tak, jakbym mieszkał na Marsie. Moje SMSy dochodzą, za to są jakieś numery z MMS-ami. To znaczy, moje smsy dochodzą, mmsy nie, a od Niej na odwrót. Czasami jakiś sms od niej chyba dojdzie. Pewnie zależy to od aktywności plam na słońcu. Dlaczego Ona nie chce używać WhatsApp, czy innego takiego, to pozostanie pewnie jej tajemnicą.

Wczoraj nie robiłem nic sportowego, oprócz paru ćwiczeń w domu. Za to trochę posprzątałem, może pod wpływem mocnej czarnej herbaty.
Nadal obserwuję jak mną lęki kierują. To interesujące, gdy człowiek przebije się jakoś przez barierę frustracji, tą, że jest kierowany lękami, łatwiej jest je obserwować.
To trochę, jakby być w dżungli. Wiadomo, są ograniczenia, gdzieś tam na drzewach, czy pod kamieniem jakieś trujące dziwolągi, ale człowiek idzie dalej, nie umiera, tak sobie od razu. Tubylcy to nawet tam normalnie żyją.

W każdym razie, za oknem słońce świeci, ja jadę na zielonej herbacie i w sumie, to nie mam ochoty na kawę. To myślę kwestia nastawienia.

Blondi jest w kraju wschodnim, to znaczy, na wschód od Polski. Jeszcze się nie odezwała, ale, Ona się odzywa, jak ją najdzie ochota, myślę sobie. Trudno wyczuć.

Za oknem deszcz

Czas płynie. Bl wpadła na moment, było miło. żeby mi nie było smutno, to napisałem do NB (narkotyk-B), bo nie odzywała się od prawie, że miesiąca. Ostatnio, jak pytałem się co u Niej, to miała iść na jakiś zabieg do szpitala. Nie odpisała, wtedy.
Więc piszę, że coś zniknęła z radaru, nie odpowiadając mi.
Posłała zdjęcie na którym widać, że jednak odpisała. Tak to jest, jak człowiek posługuje się SMSem. Przeważnie dochodzą one, czasami nie, choć dostaje się  potwierdzenie, że niby doszły.

Za oknem pada, ale rano udało mi się suchą nogą dojechać do roboty.
Wczoraj udało mi się zrobić parę „obowiązkowych” rzeczy z mojej listy.
Zauważyłem, że w to  uczucie niepokoju, ściskanie w żołądku i wrażenie, że się duszę, powoduje, że za niektóre rzeczy się nie biorę.
Kiedyś może była to intuicja, gdy starałem się nie zwracać na siebie uwagi w domu, żeby nie oberwać. Teraz jest to zbędne przyzwyczajenie. Nic mi się nie dzieje, a duszę się trochę. Takie życie. Myślę, że codzienna medytacja i sport pomagają.
Mieliśmy ostry trening w środę, w czasie którego człowiek nie myśli o niczym innym, niż o ładnych nogach dziewczyn, tych na treningu i tym, co robi. Czasami myśli się tylko o tym, co się robi. To jednak relaksuje, oddala od wielu problemów, bo nie mają one czasu na to, żeby się w głowie rozwinąć.

Sobota bez kawy, ale z kofeiną

Tak, bez kawy sobota, ale z kofeiną. Właśnie zrobiłem sobie czarnej herbaty. Nie piję kawy już prawie od dwóch tygodni. Rano piję tylko zieloną herbatę, zaparzaną w temperaturze około 60C. Nie, żebym stał z termometrem. Tyle, że raz, czy dwa razy zmierzyłem temperaturę. Mam termometr do herbaty, nawet polskiej produkcji.
Czarnej herbaty nie piłem już od dłuższego czasu.
Dlaczego nie piję kawy? Bo zauważyłem, że jej nadużywam i mam bóle głowy w niedzielę. Kawa, jak inne używki, traci na skuteczności, bo organizm się do kofeiny przyzwyczaja. To znaczy, kofeina blokuje receptory adenozynowe, to znaczy. Adenozyna mówi komórkom, żeby sobie trochę odpuściły. Jak komórki tego sygnału nie dostają, to zasuwają dalej. W dodatku wydzielane jest przez to więcej dopaminy, więc człowiek dostaje lekkiego kopa. Dopamina jest także wydzielana, jak człowiek widzi obiekt miłości, albo dziabnie sobie dawkę jakiegoś innego draga.
W każdym razie, zauważyłem, że doszedłem już do 3-4 kubków kawy dziennie, a potem padam na pysk. Każdy następny kubek mało co pomaga.
Organizm się przed działaniem kofeiny „broni”, to znaczy, stara się utrzymać balans, jaki sobie tam wymyślił. Dlatego wytwarza więcej tych receptorów adenozyny, to znaczy, miejsc, w których adenozyna może zadokować, jak space shuttle, czy mała łódka, żaglówka. Dlatego trzeba więcej kofeiny, żeby te miejsca parkingowe pozatykać.
Herbata, zielona, czy czarna, też oczywiście zawierają kofeinę, jak i herbata mate, czy wiadomo, cola. Tyle, że ta kofeina z herbaty nie wali tak szybko do krwi, bo jest w innej otoczce.
Kofeina pobudza też korę mózgową, dlatego łatwiej się czasami skupić nad jakimś problemem, człowiek jest bardziej aktywny, o ile efekt „rozdygotania”, powodowany przez kofeinę nie zdominuje, szczególnie u mnie. Kofeina potrafi spotęgować stany lękowe, więc trzeba uważać z dozowniem.

Dobra, rozpisałem się, to pod wpływem kofeiny, ale tej z herbaty.
Dzisiaj znowu sporo sportu. Wtedy zapominam o wielu rzeczach, między innymi o tym, co powoduje uczucie duszenia się.

Piątek

No i piątek. Pogadałem na czacie z innym kumplem z Australii. Ma dom, dziewczynę, teraz psa. Fakt, musi zacząć szukać roboty, bo kończy studia.
Mówi, że ma problemy z rozpoczynaniem rozmów z obcymi, czy ogólnie, ze sprzedawaniem swoim umiejętności. Wcale tego po nim nie widać, jest bardzo miły.
Zgadaliśmy się na temat działania tego całego systemu.
Ogólnie, to jak ktoś nie ma z tym problemów, to się tym raczej nie interesuje.
To w sumie zabawne, że w głowie istnieją różne systemy, które nie zawsze ze sobą współpracują. Ten od emocji, limbiczny i ten nowy, od logiki.
Co z tego, że wiem o tym, jak się i tak stresuję?
Może to, że poprzez powolne oddychanie mówi się głowie, że wszystko w porządku, to uspakaja.
Zauważyłem, że łatwiej mi się rano tych parę minut medytuje. Człowiek, to znaczy, moja głowa, jakoś się do tego przyzwyczaiła. Muszę o tym pamiętać i próbować to wykorzystywać w sytuacji stresowej. Tyle, że wtedy przeważnie o tym nie pamiętam.

Idę zaraz na paletki. W środę był fajny trening. Wprawdzie dla wyższych klas, ale mogłem z nimi kondycyjny poćwiczyć. Poza tym, to był jeden z niższej klasy, z nim sobie trochę potrenowałem. I tak, te wyższe klasy nie są takie wysokie.
Siedzę w klubie sportowym, ładne dziewczyny tu chodzą.

Gadanie o problemach

Tu już wtorek. Nie przepadam za niedzielami, ale lubię jednak weekendy. To się chyba nazywa paradoks ;)
Obserwuję moje lęki, a poza tym, to żyję, lawirując trochę między nimi.
W przyszłym tygodniu spotykam się na chwilę z Bl, która wraca na parę dni z farmy w Kanadzie. Ona też nie umie sobie chyba nikogo znaleźć. Nie pracuje na tej farmie bo by tutaj nic nie zarobił, bo miała pracę, którą rzuciła, stałą pracę. Pewnie chciała przeżyć coś nowego, kto ją tam do końca wie. Teraz ma tylko jeden dzień wolny w tygodniu, zamiast wolnego weekendu i pracuje do 12 godzin dziennie, czasami. Wczoraj musiała wstać przed 2 nad ranem, bo gonili kurczaki, by je oddać do rzeźni, czy jak się to nazywa, gdzie kurczakom się głowy ucina.

Za oknem czasami pada, czasami nie. To interesujące ile mam barier w głowie. Ciekawe ile mają inni. Mimo wszystko, to nie jest to najczęściej tematem rozmów, nawet między przyjaciółmi. O problemach z nogą, czy plecami, o tym można pogadać z każdym. O problemach z głową raczej nie, w praktyce.

NB (narkotyk-B) nie odpisała mi na SMSa od chyba dwóch tygodni. Czy to odgrywa jakąś rolę?

Nie lubię niedziel

Znowu niedziela, dokładnie mówiąc, to kończy się ona niedługo. Nie chce mi się coś do roboty.
Od zeszłego poniedziałku nie piję kawy, żeby się trochę od niej odzwyczaić. Mimo wszystko czuję delikatne ćmienie w skroniach. Nie wiem, czy to jeszcze resztki przyzwyczajenia do kofeiny? Nie piłem dzisiaj nawet zielonej herbaty, byłem za to się przebiec, w parku.
Wczoraj grałem w paletki, przez chyba 5 godzin. Między innymi z Su. Ona jest całkiem ładna, jak zdejmie te rogowe okulary. Su jest z Tajlandii.

Miło się biegło przez park, już dawno tego nie robiłem. Tak sobie pobiegłem, na luzie.
Kumpel zadzwonił, pyta, czy bym do nich nie wpadł, do Australii. On jest w miarę obrotny. Po takiej rozmowie telefonicznej mam wrażenie, że zupełnie nic nie robię.
Jego dzieci uczą się w szkole Chińskiego. Pewnie niedługo będą umiały lepiej ode mnie, to mi nie poprawia humoru, ale trochę motywację?
No właśnie, w niedzielę nie mam motywacji do niczego. Nie chce mi się po prostu walczyć, ale coś tam zrobię, napiszą choćby parę linijek w pamiętniku.

Pasje i inne

Już piąty dzień bez kawy. Piję za to zieloną herbatę, tyle, że chyba dosyć słabą. Przed zaśnięciem czułem jak mi serce trochę niespokojnie chodziło, ale poza tym, to chyba nic.
Cieszę się, że przez jakiś czas tej kawy nie piję, bo miałem wrażenie, że się uzależniam. Ona też przestała już działać, a przynajmniej działała słabo. Człowiek jednak się inaczej ustawia do wstawania rano, gdy wie, że nie ma tego turbo, gdy chce się spać. Wiadomo, mam jeszcze zieloną herbatę, ale to nie to samo, chyba. W każdym razie, to chyba więcej śpię, to też dlatego, że nie chodzę na sport, bo chcę dać kostce odpocząć, do jutra.
Muszę sobie też pewne rzeczy poukładać, w tej mojej oszołomionej głowie.
„Poukładać”, to może zbyt wielkie słowo, po prostu spróbować jakoś coś tam uporządkować.

NB (narkotyk-B) nie odpowiedziała na smsa z zeszłego tygodnia, czy kiedy to było. Takie życie.

Oglądałem wczoraj parę filmików o sportowcach. Między innymi o 70 letnim dziadku, mistrzu karate z Japonii. Facet miał łapy jak bochenki, takie też poobijane, bo ćwiczył na ścianie, na kancie ściany. Fakt, ten kant nie był ostry, ale…
Myślę, że czasami warto robić coś, co człowieka pasjonuje. Ja siedzę za dużo przed internetem. Tracę czas na oglądanie życia innych.

Niedzielny ból głowy

W niedzielę padałem coś na pysk, jak to w niedzielę. Odsypiałem trochę, albo oglądałem jakieś reportaże na YT, większość o Korei Północnej.
Koło 15, czy jakoś tak, zaczęła mnie głowa boleć. Może od wylegiwania się na łóżku, a może od czegoś innego. Postanowiłem w niedzielę nie pić kawy, więc podejrzenie było, że to też z tego powodu. Sprawdziłem w internecie. No właśnie, na pierwszym miejscu, jako efekt głodu kofeinowego podany jest ból głowy, szczególnie w weekendy, bo wtedy czasami pija się mniej kawy niż w ciągu tygodnia, siedząc w robocie. Taki ból głowy, zbliżony do migreny, gdzie czuje się lekkie mdłości.
Nie napiłem się kawy, ale poszedłem zamiast tego na spacer, do pobliskiego dużego parku. Przebiegłem się nawet koło 200 metrów. Ból głowy jakoś powoli zniknął.
To nie pierwszy raz, że czuję ból głowy w weekend, bo w ciągu tygodnia go nie mam. Bieganie pomaga, spacer najwidoczniej też.

Nie mogłem wczoraj iść pobiegać, bo po pierwsze, to chciałem dać mięśniom odpocząć, a po drugie, to skręciłem sobie trochę nogę, w kostce. Grałem w sobotę, już dosyć zmęczony. Skręciłem, zrobiłem przerwę 4 minutową i oczywiście, następną godzinę grałem dalej. Wczoraj coś tam czułem, dzisiaj czuję chyba więcej. Takie życie.
Więc sobie chyba trening odpuszczę.
Póki co, to piję zieloną herbatę. Już od dawna chciałem sobie na jakiś czas kawę odpuścić, ale jakoś nie umiałem się zabrać. Zobaczymy jak długo na zielonej herbacie wytrzymam.

KP, kto chce, ten nie wierzy.

Wczoraj, czyli w niedzielę, nie zrobiłem nic konkretnego. Jak to w niedzielę. Oczywiście, przeważnie mam zamiar coś tam porobić, czy poćwiczyć, ale kończy się na oglądaniu czegoś na komputerze.
Wczoraj oglądałem sporo filmów dokumentarnych o Korei Północnej. To w sumie ciekawe, powoli pewne rzeczy układają się w jakąś całość, ze zbioru luźnych informacji powstaje jakiś tam obraz.
KP czy DRKP, jak zwał tak zwał, ciągle ma jeszcze obozy koncentracyjne. Ludzie podobno jedzą nawet robaki, które żywią się trupami, bo tych się nie zakopuje zimą, gdy ziemia jest zamarznięta. To tak, tylko.
Przy okazji obejrzałem parę polskich „specjalistów” od KP. Ogólnie, to jednak te polskie wypowiedzi to po części tragedia. Jeden narzeka, że jedzenie tam monotonne i idzie szukać hamburgera. Drugi twierdzi, że ten Kim Un, to wcale nie taki zły facet, bo się uśmiechnął, jak na defiladzie kobiety przed nim przechodziły.
Możliwe, że takie podejście wynika po części z braku znajomości języka angielskiego, czy choćby niemieckiego. Dlaczego niemieckiego? Bo sporo Szwajcarów ma dosyć dobre kontakty z KP, jeden z ichnych lekarzy mógł się nawet swobodnie po KP poruszać, dostał medal za pomoc. To znaczy, medal dostał zanim się zaczął jeździć gdzie chce. Gdy zobaczył jak tam jest, to zaczął pomagać uciekającym.

Tak mi się tylko skojarzyło. Zawsze się zastanawiałem jak to może być, że w czasie II wojny światowej istniały obozy koncentracyjne i nikt nic nie robił, albo mało kto, żeby coś zmienić. Jak to jest, to widać po KP. Łatwiej coś negować, albo udawać, że tego nie ma, czy nie przejmować się, niż coś zrobić. Choć istnieje trochę organizacji które pomagają na przykład w ucieczce z KP, albo z Chin. Ja tam wpłacam w miarę regularnie coś, może nie tyle ze względu na samych tych uciekinierów, ale na to, żeby ten system szybciej upadł. Ten poprzedni szef wydawał około miliona dolarów rocznie na sam koniak. Na sam koniak, oczywiście, najlepszą markę. W tym czasie ludzie umierali z głodu, masami.
Egzekucje publiczne są na porządku dziennym, chyba każdy uciekinier o nich wspomina, z tego co pamiętam. Istnieją nawet nagrania ludzi leżących na ulicach. Ale, dla niektórych, to wszystko wymyślone. Nie wspomnę już o tym, że nie wolno się po KP swobodnie poruszać. Ten Szwajcarski lekarz może też miał jakieś ograniczenia, nie wiem.

I tyle. Ja tam sobie walczę dalej, z moimi lękami, które mnie duszą i mną manipulują. Ciągle próbuję nauczyć się, jak i co tu z nimi zrobić.